Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X

2019/01/23

1. 7 grzechów głównych

Lucinda Morningstar nasunęła na nos okulary przeciwsłoneczne.
Przedmieścia Sewilli zawsze przywodziły jej na myśl ciepłe wieczory w ramionach ukochanej osoby, pełne skocznej muzyki i pachnącego, słodko-kwaśnego jedzenia. Uwielbiała tam powracać, niezależnie od tego, jak bardzo się różniła od tamtejszych mieszkańców. I choć wiele ludzi uważało, że diabeł na pełen etat nie potrafi kochać, to właśnie to czuła Lucinda, kiedy przebywała w słonecznej Hiszpanii. Mimo że była stara jak świat i koniec końców nazywało się ją „chodzącym złem", to najbardziej uwielbiała staroświeckie budowle. Do tej pory to Katedra Najświętszej Marii Panny była punktem głównym jej odwiedzin, niezależnie od tego ile razy już ją widziała. W ciągu dalszym robiła na niej takie same wrażenie. A teraz, kiedy wyszła z niej niespełna godzinę temu, stanęła na środku opuszczonej, wąskiej uliczki z kijem golfowym w ręku.
Lucinda oparła się jedną ręką na biodrze, a drugą na kiju golfowym. Jej czarne szpilki od Christiana Louboutin sprawnie ominęły wgłębienia między kostkami, a nogawki nieskazitelnie czystego kombinezonu zatrzepotały na wietrze przy łydkach. Wyrzucony przez nią niezgaszony papieros zawisł w powietrzu, tak samo jak wybita piłeczka golfowa, która – ku jej zaskoczeniu – zatrzymała się przed twarzą anioła.
Prychnęła i poprawiła biały berecik na głowie.
— Amenadiel — przywitała się. — Co cię sprowadza do słonecznej Hiszpanii?
Uniosła brwi na starą i przetartą szatę brata, która gdzieniegdzie miała plami z krwi. Chwyciła w palce złote koła w uszach. Kilka niesfornych kosmyków wysunęło się z gładko ściągniętego koka na środku głowy.
— Lucy. Musimy porozmawiać.
Kobieta westchnęła ciężko i puściła kij golfowy, który jak wszystko inne, zawisło w powietrzu. Potarła swoje ramiona i starła pot, który perlił się na jej karku. Zapach piżma unosił się w przestrzeni pomiędzy nimi.
— Czy już nie mogę mieć urlopu? — Lucinda wywróciła oczami. — Nie tylko pracą człowiek żyje, czyż nie?
— Nie jesteś człowiekiem. Nigdy nie byłaś i nigdy nie będziesz — Anioł wzruszył ramionami i złapał w powietrzu piłeczkę. Schował ją do swojej kieszeni i zacisnął usta w wąską linię. — Musisz wrócić do Piekła. Musisz zrobić porządek z tym, co po sobie zostawiłaś. Wiesz, że nikt nie ma prawa zejść do piekła i skazać demonów na wieczne potępienie.
Diablica zacisnęła szczękę. Po raz kolejny musiała przyodziać maskę, która odgrywała główne skrzypce w spektaklu jej nieszczęsnej rodziny. Grywała w wielu sztukach, ale najcięższą i tak była ta, w której musiała udawać tą twardą i bezlitosną, aby każdy na jej tle mógł lśnić jak gwiazda. Ponieważ ona nie była już jego córką, a wygnaną z królestwa Niebieskego. Upadłą za swój nastoletni bunt.
— Zrozumiałabym to, gdybyście jeszcze mi płacili za pełen etat, ale ty po raz kolejny mnie znieważyłeś, drogi bracie — wysyczała i stanęła w lekkim rozkroku. — Po co tutaj przybyłeś, Amenadiel? Przekazać pozdrowienia od pierzastych gnojków, których zwiesz swoimi braćmi?
Ciemnoskóry mężczyzna pokręcił głową i zniesmaczony się skrzywił.
— To też twoi bracia, Lucindo. Nie zapominaj o tym. Zanim zgrzeszyłaś, byłaś taka jak my, ale nie przybyłem tutaj, aby rozmawiać o naszych więzach rodzinnych. Stoję tutaj dlatego, że wszyscy w niebie pytają się: co ty, najlepszego, wyrabiasz?
Kobieta wyciągnęła z kieszeni kombinezonu czerwoną szminkę i wysunęła jej wnętrze. Pociągnęła usta mocnym i zdecydowanym ruchem, a oczy anioła opadły na parszywy uśmiech, który gościł na twarzy jego starszej siostry.
— Ach, rozumiem. Wysłali Ciebie, ponieważ to najbezpieczniejsza opcja. Byliśmy zżyci jak prawdziwe rodzeństwo, kiedy inni zbyt naiwnie próbowali się przypodobać Ojcu. Czy naprawdę uważają, że jestem takim potworem, który mógłby skrzywdzić tą samą krew? Ale niestety, mimo twoich starań, drogi bracie, możesz wracać na swoich pierzastych skrzydełkach do nieba i przekazać wszystkim, żeby się odwalili. Nie będę tańczyć tak, jak wy mi zagracie.
— Posłuchaj, Lucy. Wiem, że ostatnimi czasy między nami jest źle — zaczął spokojnie i rozstawił ramiona na boki. — Wiem, że uważasz, że jesteś zła, ale to nieprawda. Ja wierzę, że gdzieś tam w środku jest moja mała siostrzyczka, która nie mogła przejść obojętnie obok potrzebującego. Jeśli nie chcesz tego zrobić ze względu na mnie i już nie mówię, że na naszych braci, ale na mnie, to zrób to dla niewinnych ludzi, którzy skończą źle, jeżeli na czas nie złapiemy tych uciekinierów. Aż siedem demonów uciekło z piekła, Lucy. Kiedy ty stoisz tutaj i grywasz sobie w golfa, tam ktoś cierpi, ponieważ nie chcesz wykonać swojej roboty.
Zacisnęła oczy, kiedy odwróciła głowę na bok. Czuła uporczywe szczypanie pod powiekami, a serce biło ze zwrotną siłą. Dlaczego miała robić coś dla kogoś, kiedy nikt nie był w stanie nic dla niej poświęcić? Kim była, aby być gorszą? Nie chciała tego co się stało i jeśli miała płacić za coś, czego nie zrobiła, już wolała nie cierpieć ponownie.
— Jestem na urlopie, a to co robią moi więźniowie wcale mnie nie interesuje.
Amenadiel uniósł brew. Wiedział, że kłamała. Postanowił inaczej rozdać karty.
— A jeśli ci powiem, że próbują się ciebie pozbyć, to wcale cię ruszy?
Zmarszczyła brwi.
— Pozbyć? Mnie? Żartujesz? — parsknęła ponurym śmiechem. — Nie rozśmieszaj mnie. Jestem Lucyferem. Panią Piekła. Jestem nieśmiertelna i nie da się mnie zabić. Nie jestem już aniołem, drogi bracie.
Założyła ramiona na piersi i spojrzała na swoje czerwone paznokcie. Czy była możliwość, że znaleźli sposób jak się jej pozbyć? Liczyła na to, że odpowiedź brzmiała nie, ponieważ mógł się narobić jeden wielki bajzel, którego nawet ona nie dałaby rady naprawić.
— Więc nie ciekawi cię fakt, że udało im się znaleźć sposób?
— Dobra — westchnęła. — Najwidoczniej nie mogę się odpędzić od roboty, ale mam warunki. Ja się zajmę tą sprawą, a ty ani nikt inny nie będzie mi się wpieprzał w to, co robię ani w jaki sposób, jasne? Pozbędę się problemu i chcę urlop. Naprawdę solidnie długi urlop. No i nie pogardzę informacjami. Wiesz przynajmniej gdzie się znajdują?
Przytaknął i poprawił szatę. Czas wrócił do normy, a kij golfowy opadł z hukiem na kostkę w uliczce.
— Owszem. Są w stanie Virginia, w małym miasteczku Mystic Falls.
Od tego wszystkiego dostaję migreny, pomyślała. Cholera.
— Świetnie — prychnęła. — Z deszczu pod rynnę. Cudownie.


Jeżeli znajdziesz w tekście błąd czy nawet zwykłą literówkę, proszę, napisz mi o niej w komentarzu. To pomaga mi udoskonalić swoją pracę. Dziękuję!